„Nie mam wyjścia”, czyli samooszukiwanie się
Nie tak dawno pisałam o tym, jak to często sami siebie demotywujemy, zmuszając się do robienia czegoś, zamiast brać odpowiedzialność za to co chcemy, a czego nie chcemy robić. Wczoraj, kiedy jechałam moim ulubionym pociągiem InterRegio (szybki jak ekspres, wygodny jak osobówka – wrażenia niezapomniane) usłyszałam rozmowę dwóch osób. Jedna z nich stosowała dość ciekawą strategię, którą można nazwać „nie mam wyjścia”. Jest ona dość podobna do sytuacji, w której stale coś „musimy”. Tu też się odbarczamy a na domiar złego, przestajemy być kreatywni.
Strategia „nie mam wyjścia” („nie mam wyboru”, „to jedyna opcja”) stosowana jest w sytuacji, kiedy podejmujemy działanie, którego podjąć nie chcemy. Nie umiejąc jednak znaleźć żadnego innego rozwiązania lub też nie potrafiąc przyznać się do własnego strachu, mówimy sobie że nic więcej nie da się zrobić i zostaliśmy pozbawieni wyboru. Tymczasem wybór mamy ZAWSZE. W ostateczności jest nim działanie vs. nie działanie. Innymi słowy – jeśli mówimy „nie mam wyjścia, muszę zostać w pracy dłużej” to czy naprawdę nie mamy wyboru? Nikt nas do krzesła nie przywiązał i nie grozi za wstanie od biurka śmiercią. Oczywiście – jeśli pójdziemy do domu, możemy stracić pracę, cała zabawa polega tu więc nie na tym, że nie mamy możliwości wyboru, ale na tym, że nie chcemy doświadczyć konsekwencji jakiegoś działania.
Czy zmiana myślenia na „biorę odpowiedzialność za konsekwencję mojego działania” z myślenia typu „nie mam wyjścia” robi jakąś różnicę? W końcu kończy się przecież tak samo – zostajemy w pracy dłużej. Moim zdaniem zmienia – zamiast bowiem narzekać na to, jacy jesteśmy nieszczęśliwi i jak bardzo ograniczeni; Jak bardzo dusimy się we własnym życiu/ domu / pracy – możemy wziąć odpowiedzialność za nasze życie i powiedzieć sobie – „w porządku. Nie lubię zostawać dłużej w pracy, ale chcę wieść dostatnie i stabilne życie, a do tego potrzebuję pracy. Zostanę więc dłużej i robię to dla siebie i dla swoich potrzeb” – dzięki temu, przestajemy czuć się jak w potrzasku. Spróbujcie zresztą sami!


“Tymczasem wybór mamy ZAWSZE.” – pod tym podpisuje się, reszta to nuda
Napisz ciekawszy – opublikujemy :)
Proponuje Pani, żeby ludzie wmawiali sobie, że coś, czego nie chcą i do czego zostali zmuszeni jest ich własnym i świadomym wyborem? Mamy się oszukiwać, że akceptujemy to, czego nie akceptujemy? Mamy akceptować i usprawiedliwiać przemoc? (Przemoc – wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby bez jej przyzwolenia). To jest dwójmyślenie. Rok 1984 Orwella!
Bynajmniej – próbuję pokazać, że nikt Pana do niczego tak naprawdę nie zmusza. To Pan zmusza siebie w imię czegoś (nie wiem czego bo każdy ma inną motywację). Nie wiem dlaczego Pan pisze o przemocy – tu nie do końca rozumiem. Chodzi mi o to, że jak Pan wstaje co rano ze zbolałą miną że Pan musi iść do pracy bo Pan nei ma wyboru, to się Pan utrzymuje w iluzji. Bo przecież Pan nie musi – może Pan nie iść do pracy- miliony osób nie chodzą i żyją… że nie będzie na chleb? Może nie będzie a może…znajdzie Pan pracę którą Pan woli, albo Pan wyjedzie gdzieś, gdzie za dolca dziennie ludzie żyją i z Pana oszczędnościami będzie Pan krezusem :) albo Pan spotka kobietę która Pana utrzyma. Wyjść jest mnóstwo (jeszcze kilka nielegalnych, do czego bynajmniej nie namawiam – chodzi mi tylko o to, że to my sami się ograniczamy mówiąc, że nie mamy wyboru, bo się boimy porażki i odpowiedzialności. Może są sytuacje w której nie ma wyboru sensu stricte jest tylko wybór mniejszego zła, ale…to też wybór, nawet jeśli jest kiepski.
Pisze Pan o przemocy – ja nie do końca rozumiem co to o czym pisze ma wspólnego z przemocą… może Pan wyjaśnić, bo może ja czegoś nie zauważyłam i rzeczywiście gdzieś tu jest jakaś pułapka myślenia.
Ktoś „wymusza” na nas podjęcie decyzji „A” lub „B”, przy czym każda z nich jest dla nas niekorzystna. Taka sytuacja jest przemocą, a my jesteśmy jej ofiarami. Owszem mamy wybór, i tu ma Pani rację. Ale jeżeli w obu przypadkach tracimy? Co z tego, że mamy wybór?
I tak znajdujemy się w pozycji ofiary.
I tutaj proponuje Pani rozwiązanie- „w porządku. Nie lubię zostawać dłużej w pracy, ale chcę wieść dostatnie i stabilne życie, a do tego potrzebuję pracy. Zostanę więc dłużej i robię to dla siebie i dla swoich potrzeb”. W moim odczuciu, (zakładam, że konsekwencje nie pozostania w pracy byłyby przykre) jest to oszukiwanie samego siebie, wmawianie sobie, ze robimy to z własnej nieprzymuszonej woli. Wmawianie sobie, że zostajemy bo tego chcemy.
Owszem jest tak jak Pani pisze „że to my sami się ograniczamy mówiąc, że nie mamy wyboru, bo się boimy porażki i odpowiedzialności”. To jest nasza słabość. I jeżeli ktoś to wykorzystuje to jest przemoc. W takiej sytuacji wybór „formalny” przestaje być wyborem „rzeczywistym”.
Czym innym jest wybór w teorii, a czym innym w sytuacjach życiowych.
No chyba, że rozmawiamy o wyborze trzymając się sztywno jego definicji jako możliwości podejmowania decyzji. Wówczas ma Pani rację, zawsze mamy wybór.
No cóż, jest to chyba kwestia punktów odniesienia.
Myślę że tak jak Pan mówi – punktów odniesienia. Zasada zasadą, praktyka praktyką. Załóżmy, że zostajemy w pracy nie dlatego, że my potrzebujemy wieść dostatnie życie, ale dlatego że musimy zarobić na leki dla ukochanej osoby. Tu też mamy wybór, ale jeśli on nie dotyczny bezpośrednio nas, tylko osoby trzeciej to też jest pozorny – tak jak Pan mówi. Ja widzę problem w tym, że często uważamy że jesteśmy zmuszani do czegoś, bo się boimy.Łatwiej powiedzieć “nie mam wyjścia” niż wziąć odpowiedzialność. No czasem oczywiście nie ma tego wyboru – tak sobie pomyślałam o więźniu – on nie ma wyboru siedzieć czy nie (miał go wcześniej, podjał zły). Teraz już ma pozamiatane. Psychologia nie jest nauką – choć psychologowie by chcieli by taką była – dlatego da się w niej tylko wyprowadzić pewne schematy i tendencje, ale to nie matma czy fizyka, w której z jakiegoś zbioru elementów mamy ograniczoną liczbę wyników (i proszę mi nie mówić, że w kwantowej jesy inaczej – ja się na tym nie znam:) stąd – większość tez psychologicznych, siłą rzeczy jest nieco relatywna…