Prezenty, które raczej nie będą udane

W ciągu każdego roku jest mnóstwo okazji, kiedy należy, wypada, albo po prostu chcemy zrobić komuś prezent. Niemal zawsze pojawia się wtedy problem: co kupić?

Cóż, co kupić nie podpowiem bo to kwestia bardzo indywidualna i niemal każdemu spodoba się coś innego. Jest jednak trochę rzeczy, które nie spodobają się niemal na pewno – i lepiej ich unikać dając komuś prezent

Dla kobiety

* Bielizna – jest zawsze mile widziana, jeśli daje ją bardzo bliski mężczyzna, znający nasze ciało i wiedzący co lubimy. Ten sam prezent jednak, dany przez kogokolwiek innego, bywa zwyczajnie krępujący. A jeśli na dodatek nie trafi się w rozmiar czy gust – tragedia.

* Kosmetyki – niemal zawsze są kiepskim pomysłem. Niemal każda kobieta ma swój własny zestaw, pasujący do siebie zapachem, będący częścią tej samej linii pielęgnacyjnej, i jeśli nie jest się akurat mocno wtajemniczonym w te niuanse, trudno jest trafić w coś, co będzie do niego pasować. Nawet, jeżeli wybrane perfumy mają w twoim odczuciu przepiękny zapach, może on nie pasować do niej lub kłócić się z pozostałymi kosmetykami.

* Wazoniki, ozdóbki na półkę, etc. – jakoś się tak utarło, że kobiecie można dać bibelotek na półkę i będzie zadowolona, no bo przecież one lubią takie ozdóbki. Otóż niekoniecznie; dzięki temu stereotypowi prawie każda z nas ma już sporą kolekcję do niczego nie potrzebnych, zagracających dom ozdóbek, które najchętniej by się wyrzuciło – ale nie chce się robić komuś przykrości. No i tak dostawiamy kolejne, marząc o trzęsieniu ziemi, które by je wszystkie potłukło…

Dla współpracownika

* Podarunki kosztowne – nawet jeśli nas na to stać, osoba obdarowana czymś drogim (w stosunku do jej własnych zarobków) będzie się czuć niezręcznie. I czuć, że powinna się odwdzięczyć „na podobnym poziomie” – czyli kupić coś równie kosztownego, nawet jeśli wymagać to będzie od niej sporych wyrzeczeń.

* Podarunki osobiste – bielizna dla koleżanki z pracy kategorycznie nie jest dobrym pomysłem, w żadnej sytuacji (no, chyba że akurat przerabiamy romans biurowy…). Podobnie zestaw do golenia dla kolegi – może go odebrać jako sugestię, że kiepsko idzie mu dbanie o własny zarost. Zbyt prywatne prezenty wkraczają w pewną strefę bliskości, gdzie raczej nie chcemy widzieć osób, z którymi jesteśmy tylko na „ty”.

Dla „komputerowca”

* Pendrive – to też jeden ze stereotypów: jak ktoś lubi siedzieć przy kompie, to damy mu pendrive’a. Osobiście mam już sześć takich podarowanych, z czego cztery poniżej 1GB. I co ja mam w zasadzie z nimi robić…? Ktoś, kto takich pamięci używa, na pewno posiada już kupioną osobiście, taką, jakiej potrzebuje, i kolejne kilka nie jest mu do niczego potrzebne. No, chyba że do „oddarowania” dalej.

* Mysz – małe, duże, czarne, kolorowe, z dwoma albo siedmioma przyciskami… Kupując komuś, a nie znając się zbytnio osobiście, wybiera się taką, która nam się podoba. Niekoniecznie natomiast spodoba się obdarowanemu, nawet jeśli kosztowała dużo pieniędzy – a już na pewno nie np. grafikowi, mającemu konkretne wymagania co do używanej myszy.

* Bibeloty pod USB – portów USB w komputerze jest ograniczona ilość, i zazwyczaj mało kto pracujący przy kompie ma ochotę zajmować je sobie choinkami pod USB, tancerkami, zwierzaczkami, ogrzewającymi kubek podstawkami czy dziesiątkami innych całkowicie zbędnych gadżetów. Może to i fajnie wygląda, ale po maksymalnie dwóch dniach wyląduje w szufladzie i znajdzie się dopiero za parę miesięcy przy generalnych porządkach.

Dla nastolatka / nastolatki

* Płyty z muzyką – najpopularniejszy prezent, w 90% przypadków kompletnie chybiony. To, że „młodzież słucha” nie oznacza, że każdemu się podoba. Jeśli nie znamy bardzo dobrze gustu obdarowywanej osoby, raczej sobie darujmy.

* Ciuchy – fajne spodnie, koszula, bluzka, torebka? Przeważnie fajne dla nas. Nie od dzisiaj wiadomo, że najgorszą zmorą nastolatka jest chodzenie na ciuchowe zakupy z dorosłymi. To jest etap poszukiwania własnego stylu, i skoro sam nastolatek nie do końca jeszcze wie, jaki powinien być – nie ma większych szans, żeby dorosły trafił w dziesiątkę.

Rodzice małych dzieci (tak do 12 lat)

* Zabawki – 57 laleczka, 34 samochodzik, 28 grzechotka… Znamy? Wala się to potem po kątach, wyrzucić się nie da bo dzieciak będzie ryczeć nawet, jeśli z lalki została już tylko głowa z poplątanymi kłakami, ale bawić się tym i tak nie będzie bo znudzi się po tygodniu (jak dobrze pójdzie…). Owszem, dziecko się ucieszy. Rodzic już mniej. Jeśli wybieramy zabawkę, to warto skonfrontować swój pomysł z rodzicami, być może jest coś, co akurat chętnie dziecko bardzo chce a jeszcze nie ma – np. nowe ubranka dla już posiadanej i lubianej lalki.

* Prezenty angażujące rodziców – bilety do kina na fajną bajkę czy łyżwy ogólnie są fajne, w szczegółach już nie zawsze. Dziecko, które dostanie nowe sanki od razu będzie chciało polecieć je wypróbować – i nieważne że pada śnieg, ma katar i gorączkę, czy że na dworze jest -10′C. Takie prezenty nie są złe, ale trzeba je omówić z rodzicami.

* Zwierzak – to zawsze jest zły pomysł. Dziecko się nim zajmować nie będzie (nie, nie ważne że jest zdaniem obdarowującego dojrzałe i odpowiedzialne), obowiązki spadną na rodziców. Którzy akurat mogą chcieć po pracy spokojnie posiedzieć w domu i odpocząć zamiast latać na godzinne spacery z dogiem niemieckim potrzebującym się wybiegać, móc zostawić kanapki na chwilę na stole zamiast chować je przed kotem, albo nie mieć ochoty na ciuchy podziurkowane przez chomika.

Kategoria posta: Dom, Życie

Tagi: pomysł, prezent, prezenty, problem